New album called „Bedford School”

Wyszperane w sieci

21 marca 2009Aktualności

TURNAU koncertowo

Nigdy go nie trawiłam. Wydawał mi sie taki krakowsko-warszawski: nadęty, żyjący w oparach inteligencko-artystycznego światka (i pół też;)) Zawsze kojarzył mi się z mgielno-efemerycznymi klimatami zadymionych nadbrzeży kawiarnianych stolików i opierających się o nie łokciami modnie ubranych pięknych kobiet. Jednak prawdą jest, że nie należy raczej używać tych dwóch słów: "nigdy" i "zawsze" komentując swoje relacje z innymi ludźmi.

Koncert rozpoczął się punktualnie od wychylenia się zza kurtyny okularnika z bujną czupryną, dającego znak chrząknięciem, że czas najwyższy, by publiczność zrzuciła z ramion ciężary dnia i przyjęła odpowiednią pozycję do powitania artystów. To taki ładny gest wobec małomiasteczkowych prowincjuszy: z lekkością delikatnego palca pianisty wskazanie podstawowych zasad koncertowego savoir -vivru;). Pogasły światła, skończyły się oklaski i popłynęły dźwięki fortepianu, a przy nich słowa.

Nieważne czy były to słowa znanej czy mniej popularnej piosenki. Ważne było, by ten tak naprawdę przeciętnie wyglądający mężczyzna nie przestawał śpiewać, by czarował dalej ciepłem swego głosu, jego męskością i chłopięcością zarazem, ostrą łagodnością i melancholijną stanowczością. I odpowiedziałam sobie wtedy na pytanie o cel przyjścia na koncert Turnaua w środku tygodnia, w późnych godzinach popołudniowych, które można by przeznaczyć na dodatkową pracę, zakupy, przygotowanie obiadu, pranie i odrobienie lekcji z dziećmi. Można przyjść po ukojenie, po pogłaskanie wrażliwych części duszy, po dopieszczenie zmysłu słuchu, po uśmiech na twarzy i potwierdzenie sensu stworzenia mężczyzny przez Boga;).

Tekst pochodzi z bloga
http://wzaciszu.blox.pl/2009/03/Turnau.html

« Kontakt »

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji: Polityka prywatności i plików cookies
projekt: AK | realizacja: Kreujemy.pl