Rzeczy skrzypią i szemrzą, świat się toczy, czas płynie

2 lipca 2011Aktualności
Rzeczy skrzypią i szemrzą, świat się toczy, czas płynie – mówi Grzegorz Turnau
Z Grzegorzem Turnauem o płycie "Fabryka klamek" rozmawia Teresa Drozda.

– Naszą rozmowę o płycie "Fabryka klamek" zacznę od tego, co może nie jest najistotniejsze dla Twoich słuchaczy ani osób, które zechcą sobie tę płytę kupić, myślę jednak, że gdybyśmy byli na Zachodzie, to zmiana wytwórni płytowej po 20 latach byłaby jednym z tematów…

– Płyta "Pod światło" wydana została w Pomatonie w 1993 roku, czyli 18 lat temu. To nie jest tak, że zerwałem kontakty z EMI Music Polska, bo od dawna nie mieliśmy podpisanej żadnej umowy. Długo zwlekałem z decyzją o wydaniu nowej płyty i szef wydawnictwa Mystic Production – Michał Wardzała wraz z zespołem, zaproponowali mi coś, co wydało mi się odświeżeniem mojego własnego stosunku do tego, co robię. Może chodziło o jakieś oszustwo wewnętrzne, tzn. transfuzję, którą sam chciałem sobie zaaplikować, natomiast (podkreślam to zawsze w rozmowach na ten temat) z nikim się nie rozstałem ani z nikim się nie pokłóciłem. Po prostu postanowiłem zobaczyć, jak to jest w trochę innych realiach. Poza tym Mystic Production to firma krakowska i siedzibę główną ma pod Krakowem, więc mamy do siebie bliżej. Mój cały dotychczasowy katalog pozostaje w EMI, więc nie jest to wielki przełom, a raczej przygoda, która da mi również świadomość, jak się w dzisiejszych czasach działa i wydaje płyty nie będąc dużym koncernem. Coraz więcej ludzi woli kupować niepasteryzowane piwa z małych browarów, więc może właśnie nadszedł też czas małych wytwórni.

We współpracy artysta – wytwórnia chodzi o to, żeby układała się skutecznie. Na razie mam dobrą relację z Mystic i oby tak było dalej. Nakręciliśmy jeden teledysk, jak wynika z informacji dotyczących sprzedaży "Fabryka klamek" zapowiada się na Platynową Płytę, status Złotej osiągnęła już w dniu premiery. Do tego Fryderyk… Realizujemy plan. Chociaż dzisiaj wyrażenie „Złota płyta” brzmi zabawnie. Gdy wydawałem swoje pierwsze albumy, aby otrzymać Złotą płytę trzeba było sprzedać 100 tysięcy egzemplarzy, Platynową 200 tysięcy. W tej chwili Złota płyta to jest 15 tysięcy, co świadczy o tym, w jakich realiach odbywa się sprzedaż i że niekoniecznie z wydania Złotej płyty można się w Polsce utrzymać. Ale nie po to też to się robi…
W tej materii czuję pewne rozdwojenie. Jedno moje "ja" leżałoby jesienią na wygodnym tapczanie, ewentualnie leniwie spacerowało z psem, a drugie "ja" wyrywa się do ludzi, do sal koncertowych i do fortepianu. Dlatego m.in. potrzebna jest nowa płyta, która stanowi nowy rodzaj kontaktu ze słuchaczem. Zaobserwowałem, że teraz na koncerty przychodzi bardzo dużo młodych ludzi, niektórzy są młodsi od mojej córki. W jakiś sposób czują się podbudowani moimi koncertami (których daję nie mało), zainteresowani są też nową płytą. Mam powiedzieć, że to nie cieszy czterdziestoparoletniego gościa, który połowę życia spędził na estradzie…. cieszy, bardzo cieszy!

– Tak być powinno… a pozostając przy wytwórniach płytowych i Twoim katalogu, to teraz EMI wznowił chyba wszystkie płyty w digipakach, pewnie z powodu zainteresowania Twoimi płytami, o którym mówiłeś przed chwilą.

– To jest bardzo dobry pomysł. Cieszę się zwłaszcza w związku z albumem "11:11". Wtedy był on miksowany i wydawany w pośpiechu. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale było takie ciśnienie podczas pracy, że pewnych rzeczy nie udało się dopilnować. Teraz, przy okazji tych wznowień, zrobiliśmy nowy remix i remaster, a to znaczy, że płyta brzmi inaczej, ma lepszą selektywność, lepiej brzmiące instrumenty i wokale dlatego ukaże się trochę później. I, tak jak powiedziałaś, płyty, które do tej pory wyszły w EMI są dostępne w nowej serii, która jest reedycją w formie tekturowych pudełek. Cieszę się z tego, ponieważ jest to odświeżeniem również dla mnie. Mam nadzieję, że osoby, które już kiedyś kupiły plastikowe pudełko i książeczka z niego jest już powycierana, może będą chciały mieć jeszcze jeden egzemplarz takiej płyty. Wydawca EMI, używając zabiegu marketingowego, chce skierować trochę uwagi słuchaczy na swój katalog i chwała im za to, bo przy okazji kierują tę uwagę również na mnie, a nowa płyta "Fabryka klamek" na tym (mam nadzieję) zyska. 

– Teraz wreszcie zajmijmy się tą Fabryką. Po jej posłuchaniu myślę, że utwór tytułowy nie jest najważniejszy na tej płycie.

– Nie wiem, czy kiedykolwiek próbowałem określić najważniejszą piosenkę na płycie. "Fabryka klamek" daje tytuł, płyta zaczyna się od marzenia o plażach Zanzibaru, a kończy na falach dążących ku żwirom wybrzeży szanownego kolegi Szekspira. Podróż klamki od maszyny, która ją powiela, do miejsca przeznaczenia, jest taką samą podróżą: od marzenia do finału. Nie chcę przesadzać z literackim podkreślaniem tego, że piosenki na płycie próbuję ułożyć tak, żeby miały jakiś sens. Płyta nie jest powieścią, fabułą, ani serialem. Staram się unikać terroru płyt tematycznych, które muszą być tylko o dzikim zachodzie, albo o miłości, seksie czy śmierci. Traktuję swoje płyty jak tomik poetycki, który zawiera wybór tego, co ostatnio robiłem.
Zamiast "Fabryka klamek" można nazwać tę płytę "Przygody Grzegorza Turnaua". Mam jednak nadzieję, że uważny słuchacz dostrzeże pewną nić, która łączy piosenki i to, że są one między sobą powiązane, a kolejność w jakiej umieszczone zostały na płycie jest nieprzypadkowa. "Fabryka klamek" stwarza pewną nitkę do ich powiązania, a czy jest najważniejsza – sam nie wiem.
Myślę, że może ważniejszym utworem na nowej płycie jest "Gdy poezja ci minie". Napisałem ten utwór zupełnie bez intencji piosenki, w pewien ponury wieczór, jako tekścik, który był dużo dłuższy i bardziej dosadny, a potem pomyślałem, że to się nadaje na piosenkę i nie jako rodzaj upomnienia dla innych, ale dla siebie.

– "Fabryka klamek" jest inna stylistycznie od pozostałych utworów, ale zapytałam o nią, bo zastanawiam się, czy w ciągłej pracy pisania utworów jest taki moment, w którym masz olśnienie, to będzie pierwsza piosenka na płytę…

– Intuicja Cię nie zawiodła. "Fabryka klamek" w formie, którą poznałaś na płycie, powstała pod koniec nagrań. Napisałem ją jednak dawno temu. Był to tekścik, który złożyłem w szufladzie, a muzyka postała jako nigdy niewykorzystany kanon do spektaklu "Romeo i Julia". W pewnym momencie zrozumiałem, że do kanonu muszę dopisać melodię główną, która będzie oparta na tych frazach "Fabryki klamek". Na samym końcu wymyśliliśmy z Dorotą Miśkiewicz, że to nie będzie kanon: wiolonczela – obój, ale będzie to kanon trójgłosowy, przepięknie zresztą przez nią wykonany. Jedynym dodatkowym instrumentem jest tam wiolonczela. Nie przypuszczam, żeby ta piosenka mogła walczyć o listy przebojów, ale cieszę się, że w takiej formie ją nagraliśmy. Tak było chyba najlepiej dla tego utworu i tekstu.

– O miejsca na listach przebojów spokojnie powalczyć może "Nowomowa" i dziwię się, że ta piosenka nie jest numerem singlowym. Jest krótka i dynamiczna, ale jednocześnie stanowi niezły komentarz do dzisiejszego języka dyskursu publicznego.

– "Nowomowa" to jeden z utworów, które na płytę trafiły po wybraniu spośród 16 śpiewanych laudacji dla naukowców nominowanych do nagród Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tak się złożyło, że razem z Michałem Zabłockim przez dwa lata pisaliśmy laudacje i wykonywaliśmy je dla profesorów na Zamku Królewskim. Z 16 utworów, które powstały, wybrałem 4 wprowadzające element "Mambo Spinoza", który sprawia, że "do pieśni zaczęła przenikać inna tematyka". Kilka z laudacji uznałem za uniwersalne na tyle, że nie muszą tłumaczyć się poprzez wnikliwą analizę działalności naukowej osób nominowanych. "Nowomowa" to laudacja dla Profesora Michała Głowińskiego, która brzmi faktycznie troszkę wyzywająco, ma jednak formę barokową, grzeczną i klasyczną. Mam nadzieję, że słuchacze odczytają ją po swojemu nie musząc zagłębiać się w niuanse prac naukowych.
Na płytę trafiła również laudacja dla Profesora Jerzego Mikułowskiego-Pomorskiego, z której powstał utwór "Dobrani do pary". Pierwotnie nosiło to tytuł "Jak narody komunikują się ze sobą". Miałem przeczucie, że ta piosenka opatrzona dedykacją pamięci Grzegorza Ciechowskiego mogłaby znaleźć się w koncercie odbywającym się w rocznicę jego odejścia w grudniu. Pamiętamy klimat jego utworów, Obywatela GC i piosenki "Tak… tak… to ja". W piosence "Dobrani do pary" zupełnie świadomie użyłem środków, które mogą się kojarzyć z zespołem Republika i Grzegorzem Ciechowskim. Mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako plagiat, ale jako ukłon w Jego stronę. 

– Kolejna ważna sprawa, która łączy się z "Fabryką klamek" to powrót do współpracy z Michałem Zabłockim…

– Michał jest człowiekiem niebywale pracowitym. Można powiedzieć, że dekada którą otworzyła nasza wspólna płyta "Ultima", upłynęła mu na bardzo różnych eksperymentach, m.in. na współpracy z Agnieszką Chrzanowską, tworzeniu Multipoezji, internetowego pisania wierszy, z którego wyniknęła płyta Czesława Mozila. Spotykaliśmy się jednak i nigdy nie było tak, że w naszych relacjach zapanowała zima. Jednak w ostatnich latach obaj się zmieniliśmy, postarzeliśmy, dojrzeliśmy, mamy inny sposób postrzegania różnych spraw. Laudacje, które z nim zrobiłem dla Ministerstwa i to, co zostało z nich na płycie, wydaje mi się bardzo wartościowe. W tej chwili przygotowujemy wspólnie dwie piosenki do nowego recitalu Ani Szałapak. Cały czas marzę również, aby ktoś wydał fantastyczne songi, które Michał napisał pod koniec lat 90-tych z Janem Kantym Pawluśkiewiczem do "Opery żebraczej" Johna Gaya. Brzmiały one fantastycznie w wykonaniu Beaty Fudalej czy Beaty Rybotyckiej i jeszcze nigdy nie zostały wydane w całości. Moim zdaniem to jedno ze szczytowych osiągnięć Michała jako autora tekstów.

– Drugie nazwisko autora tekstów z tej płyty to Leszek Aleksander Moczulski, z którym też od ładnych paru lat już współpracujesz. Napisał dwie przepiękne pieśni, zamykającą płytę "Czułą regułę" i "Co za tym pagórkiem", która przypomina mi "Pejzaż bez ciebie".

– Jesteś bardzo miła. Nie będę się krygował, uważam, że to jest bardzo udana kompozycja i bardzo lubię ją śpiewać chociaż jest dość trudna. Leszek powiedział mi, że napisał ten utwór po śmierci Marka Grechuty, z którym był związany przed laty. Przyjaźnili się i to jest jego odruch poetycki wyrażenia żalu i pożegnania Marka Grechuty. W kontekście śpiewanym przeze mnie to piosenka o każdym oddaleniu, nawet tak zwykłym, jak oddalenie pomiędzy partnerami, pomiędzy ojcem a córką, czy dwojgiem przyjaciół. Nie ma obowiązku myślenia o niej tylko w kategoriach ostatecznych. Skojarzenie z "Pejzażem bez ciebie" jest właściwe i nie będę ukrywał, że jest dla mnie bardzo zaszczytne, ale też nie przesadzajmy, to piosenka jak piosenka. 
Leszek zaczynał tworzyć piosenki w latach 60-tych, gdy pisał te swoje cudowne "Cała jesteś w skowronkach" czy "Medytacje wiejskiego listonosza". Potem powstały manifesty w rodzaju "Korowodu" czy "Na szarość naszych nocy".
Jest nieprawdopodobnym Panem, który przez cały czas jest aktywny i co jakiś czas mnie zaszczyca swoim tekstem. Ponieważ sam nie orientuje się w komputerze wysyła mi maile poprzez swoją żonę Krysię, albo odbieram je w kawiarni, do której często przychodzę. To jest niesamowite i nie znam nikogo takiego jak Leszek: dyskretny, uśmiechnięty, cudowny mędrzec, ze swoimi krótkimi frazami i rymami. Ściskam Cię Leszku, dzięki Tobie na tej płycie jest kilka perełek. Emily Dickinson nie wychodziła z domu, a napisała kilkaset genialnych wierszy. Właściwie Leszek mógłby być reinkarnacją Emily Dickinson.

– Została piosenka "Lubię duchy", która jest tekstem Michała Zabłockiego. Nie ma podtytułu, że należy do laudacji, a duchami są w piosence wielcy światowi pisarze.

– Ta piosenka w jakimś stopniu jest autoparodią "Cichosza"…  bo nie ma Mickiewicza, Miłosza, Tuwima, ale jednak są inni. W ostatniej chwili zapomniałem nagrać to trochę inaczej niż chciałem. W oryginale piosenka kończy się tak: "Lecz najbardziej chciałbym, co komu do tego, czytać ci Dantego", a ja chciałem nagrać: "Lecz najbardziej chciałbym, co komu do tego, śpiewać ci Kantego". Niestety nie zaśpiewałem tak, ale Jan Kanty Pawluśkiewicz i tak istnieje na tej płycie. "Na plażach Zanzibaru" dostałem od Janka jako prezent na Nowy Rok i obiecałem, że coś z tym zrobię i zrobiłem. Jest teledysk, piosenka zawędrowała bardzo wysoko na liście przebojów Trójki, mogę powiedzieć: Panie Prezesie, melduję wykonanie zadania.

– Jan Kanty Pawluśkiewicz jest też szefem szkoły dla upadłych dziewcząt, która na tej płycie śpiewa, czy to jest coś sformalizowanego?

– Bardzo mi przykro nie mogę nic na ten temat powiedzieć, to tajemnica…

– "Fabryka klamek" nie jest żadną rewolucją, jest taka jakie były Twoje poprzednie płyty, jest na niej ten sam Grzegorz Turnau.

– To prawda. Nie przebieram się za nikogo i nie udaję, że jestem kimś innym. Chciałem jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz: nie miałem jeszcze tak dobrze nagranej płyty – i to nie jest zarzut pod adresem poprzednich współpracowników czy studio. Na nowej płycie pojawiły się najlepszej klasy analogowe, bardzo wysublimowane akcesoria nagraniowe. "Fabryka klamek" to subtelnie zrobiony przez genialnego realizatora Leszka Kamińskiego materiał. Jeżeli ktoś ma dobry sprzęt audio i może to docenić, to mam nadzieję, że doceni. Na tej płycie skrzypią i szmerzą różne rzeczy, świat się toczy, czas płynie, ptaki śpiewają. To bardzo żywa płyta. Mnie urzeka w niej to w jaki sposób nagrany został fortepian. Do tej pory zachwycaliśmy się cyfrą, midi, możliwością korekcji, a tutaj jest "absolutny biologiczny sound". Zwracam na to uwagę, bo to naprawdę duża praca Leszka oraz moich kolegów muzyków.

– Tutaj zatem postawimy kropkę. Płyta ciągle jest nowością, a Ty nieustannie podróżujesz po Polsce i śpiewasz ludziom pomieszczone na niej piosenki. Trzymasz jeszcze jakiegoś królika w kapeluszu?…

– Królika trzymam w zespole, na szczęście, Jacka Królika. 18 maja 2011r. nakręciliśmy porządne (mam nadzieję) DVD  na podstawie koncertu promocyjnego płyty. Wstyd powiedzieć, ale po 20 latach mojego jeżdżenia po Polsce, nie ukazało się żadne profesjonalne DVD z koncertem, w tym roku to nadrobimy. Premiera jesienią. Ostatnio napisałem też muzykę do sztuki teatralnej według "Czarnoksiężnika z krainy Oz". Premiera odbyła się w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie w kwietniu tego roku. Pozostałe plany na razie zachowam dla siebie.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

« Kontakt »

Organizacja koncertów, kontakt impresaryjny:
Piotr Ferster
tel.: +48 601 459 818
piotr@piotrferster.pl
www.piotrferster.pl
Producent wykonawczy oraz impresariat projektu i koncertów „7 widoków w drodze do Krakowa”:
Michał Turnau
tel.: +48 607 390 337
michal.turnau@gmail.com
Opiekun strony i profilu na facebooku
Tomasz Pilarski tomek@turnau.pl

Dokumentacja nagrań i archiwum
Wiktor Czajkowski wiktor@turnau.pl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji: Polityka prywatności i plików cookies
projekt: AK | realizacja: Kreujemy.pl