Nie ma pomocy bez ryzyka

9 lipca 2010Aktualności

Czy pomaganie wiąże się z ryzykiem?

– Odpowiem może trochę asekurancko, ale cytatem z pana Jeremiego Przybory: "Nie ma nic bez ryzyka. Tylko widz go unika. A kto chce być wewnątrz zdarzeń, musi żyć wciąż z bagażem". Pomaganie wiąże się z ryzykiem, tak samo jak każda inna działalność.

A na czym ono polega?

– Na tym, że poprzez taką formę publicznej aktywności można być podejrzewanym o chęć reklamowania własnej osoby, a nie – niesienia pomocy. W moim przypadku współpraca ze Stowarzyszeniem WIOSNA od początku miała charakter czysty i nieskazitelny pod względem reklamowo-komercyjnym. Po prostu postanowiłem zaangażować się w coś, co wydawało mi się dobrze wymyślone, dobrze zorganizowane i pożyteczne.

Pytam o to, bo w listopadzie ubiegłego roku wziął Pan udział w dość nietypowej i potencjalnie ryzykowanej kampanii społecznej.

– I to bardzo nawet! (śmiech)

Zaczęło się od plotki, że "znany krakowski artysta Grzegorz T. trafił do pudła". Zanim się wyjaśniło, że chodzi o SZLACHETNĄ PACZKĘ i pomoc najuboższym, na internetowych forach zawrzało – również od nieżyczliwych komentarzy. Nie bał się Pan efektu odwrotnego od zamierzonego?

– Gdybym zrobił to w celu promocji swojej nowej płyty, mógłbym kalkulować, co mi się opłaca, a co nie. Natomiast godząc się na tego typu prowokującą kampanię, z góry wiedziałem, że to nie jest katalog strat i zysków, tylko że ma ona czemuś służyć: zwrócić uwagę na pożyteczną akcję. Wydaje mi się, że nie straciłem przez to wiarygodności – jako piosenkarz i muzyk. W zamian pomogłem – jeszcze raz to podkreślę – bardzo pożytecznej akcji.

A jak się Pan czuł w pudle SZLACHETNEJ PACZKI? Czy medialny szum wokół pomagania – dziennikarze, flesze, kamery – pomaga czy przeszkadza w pomaganiu?

– Mam do tego stosunek dość prosty: wszystko, co ma służyć innym ludziom, musi mieć rozgłos. Nie da się przeprowadzić skutecznej akcji pomocowej, bez medialnego wsparcia. Wydaje mi się, że rozgłos towarzyszący PACZCE był podporządkowany jednej idei: żeby ludzie zrozumieli, na czym polega możliwość pomagania innym.

Czy poza udziałem w akcji promocyjnej zrobił Pan też PACZKĘ dla jakiejś ubogiej rodziny?

– Razem z żoną i przyjaciółmi, zrobiliśmy, jak mi się wydaje, bardzo sympatyczną i potrzebną PACZKĘ. Była też ona dość duża, ale to akurat nie jest istotne. Ważne, że dzięki temu o akcji dowiedziało się wiele osób. Zasada PACZKI jest taka, że kontaktujemy się tylko przez wolontariuszy, dlatego nie znam ludzi, którym pomogliśmy. Mogę podać tylko jeden fakt: brakowało im stołu, żeby zasiąść przy świętach – po prostu nie stać ich było na taki zakup. To była jedna z wielu potrzeb tej rodziny. A jeżeli ktoś komuś, w jakimś sensie symbolicznie, może sprawić stół, to wydaje mi się, że to ma sens.

Czy w artystycznym świecie temat pomagania jest obecny? Innymi słowy, nawiązując do hasła ze spotu reklamowego PACZKI, czy artyści są wrażliwi?

– Wydaje mi się, że to nie dotyczy tylko artystów. To kwestia pewnej wrażliwości, która w moim pokoleniu była traktowana jako część dobrego wychowania. W ramach dobrych manier powinno się również uwzględniać konieczność pomagania tym, którym się nie wiedzie; poza indywidualną wrażliwością na los drugiego człowieka. I jeżeli jest taka możliwość, to bez względu na zawód należy to robić w taki sposób i wtedy, kiedy pomoc ma szanse powodzenia. SZLACHETNA PACZKA dawała takie szanse. I dalej będzie dawała, mam nadzieję!

W ciągu ostatnich miesięcy spotkałam się z różnymi głosami wśród tak zwanych celebrytów, których zapraszałam do współpracy z WIOSNĄ – niektórzy od razu się zgadzali, mówiąc, że skoro są znani, mogą zrobić więcej i pomaganie traktują jako swój szczególny obowiązek. Niektóre osoby odmawiały, tłumacząc, że już za bardzo pomagają, że boją się podejrzliwych reakcji swojego środowiska albo też muszą dbać o urozmaicenie wizerunku. Czy bycie sławnym nakłada na człowieka specjalny obowiązek pomagania?

– Wydaje mi się, że jest to gdzieś pośrodku. Każdy z nas, czyli osób, które coś robią publicznie, ma naturalną potrzebę dbania o to, żeby być rozpoznawalnym. Jednocześnie trudno mu stawiać zarzut, że udziela swojej twarzy dobrej akcji. Więc ja nie umiem rozsądzić tej kwestii. Sam w takich sprawach jestem bardzo pragmatyczny: jeżeli akcja ma ciekawą formę i jest rzetelnie przygotowana w sensie finansowym – to nie obliczam, czy mnie jako osobie publicznej się to opłaca. W przypadku PACZKI i mojego bycia "w pudle" ryzykowałem więcej niż mogłem ewentualnie zyskać. "Nie ma nic bez ryzyka. Tylko widz go unika". Ja w PACZCE postanowiłem nie być widzem, tylko uczestnikiem zdarzeń.

A co musi zrobić organizacja, żeby pozyskać do współpracy artystę, czyli absolutnie szczególny gatunek homo sapiens? Czy w takich okolicznościach oczekuje Pan określonego poziomu profesjonalizmu, niezwykłego pomysłu na współpracę, czy w tym ważna jest sama organizacja?

– Dokładnie te trzy powody były dla mnie ważne w PACZCE. Wielokrotnie już występowałem w różnych celach i sprawach. Za każdym razem moim pytaniem było, czy akcja ma sens. A ponieważ poznałem Jacka Stryczka, sposób działania WIOSNY i SZLACHETNEJ PACZKI to bardzo racjonalnie uznałem, że warto. Skuteczność, pomysł i reputacja organizacji – te kryteria są zasadnicze, a nie tylko samo wzruszenie czyimś losem. Bo możemy się wzruszać, patrząc w telewizor, tylko że zaraz zmieniamy kanał. Patrzymy na powódź i mówimy: "Mój Boże, ależ biedni ludzie!" – a potem idziemy do swoich spraw. Tutaj chodzi o coś więcej – o to, żeby to naprawdę miało wymiar i sens.

Podobno kręcąc spot PACZKI, nalegał Pan, by pomysł był szalony od tego uzależniał swoją zgodę na udział w nim.

– Nie chciałem brać udziału w akcji łzawo-wzruszającej. Chciałem wyegzekwować od pomysłodawców bardziej wyrafinowaną formę. Dlatego potrzebna była burza mózgów i kapitalni ludzie z agencji Opus B. To działo się rzeczywiście pod wpływem moich sugestii, natomiast konkretne pomysły płynęły już z agencji.

Co Panu samemu dał udział w PACZCE?

– On nie miał mi nic dawać. Oczywiście, każdy jest trochę próżny i w takich razach myśli sobie: "Pomogłem – czuję się z tym dobrze". Ale najważniejsza jest świadomość uczestnictwa w akcji, która nie budzi żadnych zastrzeżeń. W PACZCE nie ma wielkiego worka, do którego wrzuca się nieznane ilości pieniędzy na nie do końca określony cel. Tu jest konkret: jedni drugim. Nas stać – was nie stać; pomagamy. To jest budujące, że ludzie poza strukturą państwową potrafią sobie organizować tego typu wzajemność.

« Kontakt »

Organizacja koncertów, kontakt impresaryjny:
Piotr Ferster
tel.: +48 601 459 818
piotr@piotrferster.pl
www.piotrferster.pl
Producent wykonawczy oraz impresariat projektu i koncertów „7 widoków w drodze do Krakowa”:
Michał Turnau
tel.: +48 607 390 337
michal.turnau@gmail.com
Opiekun strony i profilu na facebooku
Tomasz Pilarski tomek@turnau.pl

Dokumentacja nagrań i archiwum
Wiktor Czajkowski wiktor@turnau.pl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji: Polityka prywatności i plików cookies
projekt: AK | realizacja: Kreujemy.pl