Grzegorz Turnau: Interesują mnie małe ojczyzny

8 grudnia 2010Aktualności


"Fabryka klamek" jest już na 3. miejscu w rankingu sprzedaży płyt, a singiel promujący ją "Na plażach Zanzibaru", trafił na pierwsze miejsce listy przebojów radiowej "Trójki". Gdzie według pana jest klucz tego sukcesu?

Wydaje mi się (a to nie jest jakaś wypracowana skromność), że to jest zbieg różnych znaków na ziemi i niebie. Zdarzają się piosenki, które trafiają w swój czas, atmosferę, temperaturę. "Na plażach Zanzibaru" zostało mi podarowane przez pana Pawluśkiewicza i przez pana Moczulskiego w styczniu zeszłego roku. Pomysł, żeby zaśpiewać to z Sebastianem Karpiel-Bułecką przyszedł niedługo po tym, jak dostałem materiał nutowy. Kiedy go zrealizowaliśmy, okazało się, że dla wielu ludzi jest to piosenka optymistyczna, podtrzymująca ich na duchu, dosyć energetyczna. Wydaje  mi się, że nie ma co dzielić tego włosa na czworo. Udało się znaleźć dobry czas i dobry sposób na te słowa i na tę muzykę, i tyle. Robię to od prawie 30 lat, bo zaczynałem w licealnym teatrze, i co roku jest lepiej albo gorzej. Albo się ktoś mniej interesuje tym, co ja robię, albo bardziej. Uznałem, że to jest mój los i staram się te moje piosenkowe zajęcia wykonywać z największą starannością, jak najlepiej potrafię i być może dlatego ludzie też to doceniają.

Piosenka poetycka nie jest w Polsce popularna, w klasycznym pojęciu popularności, a jednak jest pan obecnie chyba jedynym znanym artystą w tej kategorii muzycznej. Nawet wśród tych, którzy jej nie słuchają, nazwisko Turnau kojarzy się właśnie z piosenką poetycką.

To miłe, co pani mówi, ale ja staram się po prostu nie lekceważyć gustu i inteligencji słuchaczy. Sam sobie stawiam coraz wyżej poprzeczkę. Zacząłem od Joyce'a, jego młodzieńczych wierszy, poprzez Witkacego i Szekspira, Baczyńskiego. To były moje piosenki na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie w 1984 roku. Potem pisałem swoje teksty, a następnie korzystałem ze współpracy z Michałem Zabłockim, Leszkiem Moczulskim czy Ewą Lipską. Cały czas próbowałem więc sięgać po rzeczy trudne, do których sam musiałem dorastać. Starałem się przez te wszystkie lata otaczać ludźmi i twórczością ludzi, których podziwiałem i którzy wydawali mi się dużo bardziej interesujący ode mnie samego, a przez to nie lekceważyć słuchaczy i może dlatego doceniają to oni do dziś. Czasem walczę z terminem "piosenka poetycka", bo on nie do końca jest sprawiedliwy. Piosenka niepoetycka bywa czasami lepsza od zbyt wydumanej piosenki poetyckiej.

Czym, według pana, ta nowa płyta różni się od poprzednich? Nie mam na myśli perspektywy słuchacza, ale punkt widzenia twórcy. Jaka ona jest dla pana?

Jest płytą człowieka trochę starszego od osoby, która nagrywała płytę poprzednią, więc jest też obarczona większą ilością znaków zapytania i być może jednocześnie jakimś doświadczeniem… Tego nie umiem ocenić. Na pewno jest płytą, która odznacza się bardzo dobrym  poziomem realizacji, nagrana została w świetnym studio, przez świetnych muzyków, ze świetnym realizatorem. Natomiast na temat jej treści, kompozycji i tekstów nie mogę się wypowiadać, bo to należy do tych, którzy zechcieli tę płytę kupić.

Krążą plotki, że to jest ostatnia płyta, jaką pan nagrał przed dłuższą przerwą. To prawda czy tylko plotki?

Jak pani widzi, trwa właśnie bardzo długa przerwa, bo od kilku tygodni ciągle gdzieś występuję. A tak poważnie, na pewno minie jakiś czas, zanim nagram kolejną płytę, a wynika to z przyczyn oczywistych: nie da się cały czas siedzieć w studio. Mam jendak w planach dwie rożne rzeczy i póki co, zabieram się za pisanie muzyki do spektaklu "Czarnoksiężnik z krainy Oz" w Teatrze Słowackiego, który będzie miał premierę w marcu przyszłego roku.

Jaka jest różnica między komponowaniem do spektaklu i komponowaniem na autorską płytę?

Wydaje mi się, że różnica jest dość prosta do wytłumaczenia. Kiedy piszę na potrzeby spektaklu, to muszę brać pod uwagę to, jaka jest jego konwencja, koncepcja reżysera, kto to będzie oglądał, czy to będzie przedstawienie dla dzieci, czy dla dorosłych. Kiedy piszę na własną płytę, nie wiąże mnie nic, jestem wolny.

Jest pan ambasadorem Sukiennic, a czuje się pan ambasadorem Krakowa?

W tym sensie, że kiedy jadę gdziekolwiek i mówię, że jestem z Krakowa – tak, ale jako dumny przedstawiciel swojej własnej twórczości – nie. Po prostu czuję korzenie galicyjskie, jestem związany rodzinnie ze Lwowem, z Krakowem, z Galicją Wschodnią, z Przeworskiem, nie tylko z Krakowem. Bo ja jestem taki bardziej wojewódzki niż ogólnopaństwowy, bardziej mnie interesują małe ojczyzny.

A jednak pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest pan nawet pewnym symbolem Krakowa.

Obawiam się, że jednak nie do końca się zgadzamy…

Bo skromność panu nie pozwala.

Nie, nie. To by było już szalenie pozbawione sensu. Ja rzeczywiście w Krakowie się urodziłem, wychowałem, ukończyłem szkoły itd., ale Kraków, jako miejsce, zasługuje chyba na trochę lepsze postaci.

Wyjaśnię w takim razie, mój punkt widzenia: kiedy mówię komuś spoza Krakowa, gdzie mieszkam, reakcje są zazwyczaj podobne: "Ach, miasto Turnaua, wiecznej mgły, gdzie na Brackiej pada deszcz". Ludziom w Polsce Kraków kojarzy się przede wszystkim z klimatem pana twórczości, z poetyckim duchem, fortepianem i obojem, z tą Bracką właśnie. Chcąc nie chcąc, jest pan jednak pewnym symbolem tego miasta.

Tak? No to w takim razie niech będę symbolem piosenki krakowskiej z pogranicza kabaretu i liryki przełomu wieków XX i XXI.  Bardzo proszę o taką definicję.

« Kontakt »

Organizacja koncertów, kontakt impresaryjny:
Piotr Ferster
tel.: +48 601 459 818
piotr@piotrferster.pl
www.piotrferster.pl
Producent wykonawczy oraz impresariat projektu i koncertów „7 widoków w drodze do Krakowa”:
Michał Turnau
tel.: +48 607 390 337
michal.turnau@gmail.com
Opiekun strony i profilu na facebooku
Tomasz Pilarski tomek@turnau.pl

Dokumentacja nagrań i archiwum
Wiktor Czajkowski wiktor@turnau.pl

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji: Polityka prywatności i plików cookies
projekt: AK | realizacja: Kreujemy.pl